drugi dzień tej samej historii
Dla wielu par to moment, w którym wszystko wreszcie zwalnia.
Kilka tygodni albo miesięcy po ślubie spotykamy się we Włoszech i po prostu idziemy na spacer.
Bez pośpiechu.
Bez napięcia dnia ślubu.
Bez planu „zaliczania miejsc”.
Zdjęcia pojawiają się gdzieś pomiędzy — w rozmowach, w ciszy, w chwilach, które dzieją się same.
Całość trwa zwykle około 2–3 godzin.
Pomysł na plenery we Włoszech pojawił się kilka lat temu bardzo naturalnie. Zawsze lubiłem wracać do Italii, a kiedy zaczęliśmy jeździć tam z rodziną wiosną i jesienią, pojawiła się myśl, żeby połączyć te wyjazdy z plenerami naszych par.
Z czasem zaczęły powstawać kolejne historie.
Najpierw ślub w Polsce, a kilka miesięcy później spokojny spacer gdzieś między kanałami Wenecji, uliczkami Rzymu, nad Lago di Garda albo na samym południu Włoch – w Apulii czy na Sycylii.
Do Włoch jeżdżę od kilku lat — zawsze wiosną i jesienią. To nie są wyjazdy organizowane pod fotografię. Jadę tam z rodziną i wracam do miejsc które znam.
To ma znaczenie.
Wiem jak wygląda Ortigia o siódmej rano zanim przyjadą turyści. Wiem gdzie w Wenecji jest cisza. Wiem które uliczki w Rzymie mają najlepsze światło jesienią.
Nie jadę do Włoch żeby zrobić zdjęcia w ładnym miejscu.
Jadę do miejsc, które znam — i które działają.
Każda para przyjeżdża z innego powodu. Jedni chcą wrócić do miejsca które kochają. Drudzy spełniają marzenie o Włoszech. Jeszcze inni wybierają miasto które zawsze chcieli zobaczyć. To ich wybór i ich historia.
Moja rola jest jedna — być w tym miejscu z nimi i wiedzieć jak je fotografować.
Spotykamy się o 7.00 rano, zanim pojawią się tłumy.
Często zaczynamy od caffe.
Potem idziemy dalej — nad jezioro, do wąskich uliczek, na nabrzeże.
Nie ma scenariusza ani ustawianych scen.
Po prostu spacerujemy i zatrzymujemy się tam, gdzie światło i przestrzeń są najciekawsze.
To zwykle najspokojniejsza część całej ślubnej historii.
Na taki plener najczęściej decydują się pary, które chcą potraktować go jak małą podróż we dwoje — kilka spokojnych godzin we włoskim mieście i zdjęcia, które powstają przy okazji tego spaceru.
Każdego roku wracamy do Włoch dwa razy — wiosną i jesienią.
Wybieramy wtedy jeden region i przez kilkanaście dni realizujemy tam plenery.
Wy wybieracie konkretny dzień z dostępnych terminów, a my jesteśmy już na miejscu.
Nie musicie nic organizować po naszej stronie.
My jesteśmy już na miejscu.
Wy przyjeżdżacie na swój dzień.
maj — Wenecja / Vicenza
październik — Sycylia / Ortigia
Plenery odbywają się tylko w tych terminach — pracujemy wtedy w jednym regionie.
Najbardziej aktualne informacje pojawiają się na naszym Instagramie.
Od kilku lat wracamy do Włoch dwa razy w roku.
Z czasem powstało kilkadziesiąt historii — od Wenecji i Gardy po Sycylię i południe Włoch.
Większość z nich zaczęła się wcześniej w Polsce — w dniu ślubu, który fotografowaliśmy.
• plener ślubny Triest
• plener ślubny Wenecja
• plener ślubny Lago di Garda
• plener ślubny Rzym
• plener ślubny Positano
• plener ślubny Ortigia, Taormina (Sycylia)
• plener ślubny Ostuni, Locorotondo, Bari (Apulia)
Poniżej możecie zobaczyć kilka historii z plenerów ślubnych we Włoszech.
Każda z tych historii zaczęła się gdzie indziej i w innym czasie — ale wszystkie kończą się tak samo: spokojnym dniem tylko dla nich.
Ślub Ani i Michała odbył się w Hotel Vinnica, a na plenerze spotkaliśmy się ponownie wiosną kolejnego roku.
Miejscem naszego pleneru było Lago di Garda.
Jezioro otoczone górami, z małymi miasteczkami i kamiennymi nabrzeżami, które o poranku są jeszcze spokojne i prawie puste.
To jedno z tych miejsc, w których plener ślubny wygląda bardziej jak spacer niż sesja.
Poranek nad Gardą...
Kilka tygodni po ślubie w Willi Słonecznej w Dębowcu spotkaliśmy się ponownie – tym razem na Sycylii.
Miejscem naszego pleneru była Ortigia, historyczna część Syrakuz. Niewielka wyspa połączona z miastem mostem, pełna jasnego kamienia, wąskich uliczek i światła odbijającego się od morza.
To przestrzeń, która bardzo naturalnie prowadzi fotograficzny spacer.
Poranek na Ortigii...
Historia Pauliny i Piotra zaczęła się we Włoszech.
Kilka miesięcy przed ślubem spotkaliśmy się w Wenecji na plenerze ślubnym. Paulina i Piotr chcieli zrobić zdjęcia właśnie tutaj, ale nie chcieli odkładać sesji na kolejny rok. Terminy plenerów, które realizuję we Włoszech, w tym sezonie układały się tak, że jedyną możliwością była wiosna.
Dlatego zdecydowali się na plener jeszcze przed swoim ślubem.
Kilka miesięcy później spotkaliśmy się ponownie w Krakowie — na ich ślubie i weselu. Ale ta historia zaczęła się właśnie tutaj.
Spacer po Wenecji...
Ślub Ani i Michała odbył się w Hotel Vinnica, a na plenerze spotkaliśmy się ponownie wiosną kolejnego roku.
Miejscem naszego pleneru było Lago di Garda.
Jezioro otoczone górami, z małymi miasteczkami i kamiennymi nabrzeżami, które o poranku są jeszcze spokojne i prawie puste.
To jedno z tych miejsc, w których plener ślubny wygląda bardziej jak spacer niż sesja.
Poranek nad Gardą...
Kilka tygodni po ślubie w Willi Słonecznej w Dębowcu spotkaliśmy się ponownie – tym razem na Sycylii.
Miejscem naszego pleneru była Ortigia, historyczna część Syrakuz. Niewielka wyspa połączona z miastem mostem, pełna jasnego kamienia, wąskich uliczek i światła odbijającego się od morza.
To przestrzeń, która bardzo naturalnie prowadzi fotograficzny spacer.
Poranek na Ortigii...
Historia Pauliny i Piotra zaczęła się we Włoszech.
Kilka miesięcy przed ślubem spotkaliśmy się w Wenecji na plenerze ślubnym. Paulina i Piotr chcieli zrobić zdjęcia właśnie tutaj, ale nie chcieli odkładać sesji na kolejny rok. Terminy plenerów, które realizuję we Włoszech, w tym sezonie układały się tak, że jedyną możliwością była wiosna.
Dlatego zdecydowali się na plener jeszcze przed swoim ślubem.
Kilka miesięcy później spotkaliśmy się ponownie w Krakowie — na ich ślubie i weselu. Ale ta historia zaczęła się właśnie tutaj.
Spacer po Wenecji...

Zaczynamy wcześnie — zanim pojawią się tłumy.
Tak było też z Martą i Wojtkiem.
Cisza poranka, puste miejsca i spokojny spacer przez przestrzenie, do których wracamy.



Plener jest spacerem.
Zatrzymujemy się co jakiś czas — tam, gdzie światło i miejsce są najpiękniejsze.



Fotografujemy Waszą relację:
bliskość, czułość, radość.
Italia jest tylko kontekstem.


Jeśli po drodze pojawi się cafe, pizza czy aperol — tym lepiej.
Italia lubi, gdy doświadcza się jej wieloma zmysłami.


To nie jest wyjazd po zdjęcia.
To kilka godzin, które zostają z Wami na długo po powrocie.